Witajcie po dłuższej przerwie w relacjonowaniu postępów w samodzielnym jedzeniu Zuzi. Wszystkie poprzednie wpisy możecie prześledzić w jednym miejscu, o tutaj.

Dlaczego nic nie pisałam, nie relacjonowałam kolejnych tygodni? Otóż działo się bardzo dużo…złego. Niestety, bo wiecie jak jest zbyt kolorowo to musi się zepsuć ;), ale zgodnie z alaantkowym powiedzeniem ” to minie”. Tak, z pewnością ten tekst działa kojąco i uspokajająco na każdą naszą, rodzicielską bolączkę. No dobrze, do rzeczy, napiszę Wam cóż takiego spędzało nam sen z powiek.

Miesiąc 5
Po czterech w miarę spokojnych miesiącach samodzielnego jedzenia, Zuzia (wtedy jedenastomiesięczna) przestała jeść. Nie tak z dnia na dzień, ale jadła coraz mniej, i mniej aż przestała w ogóle jeść (mam na myśli pokarmy stałe). Piła tylko moje mleko. Uzbrojona w wiedzę i doświadczenie nabyte przy pierwszej córce nie panikowałam, Wam też odradzam panikę. W końcu na tym również polega blw- dziecko ma prawo jeść lub też nie. Ale! Jeśli taki stan rzeczy przedłuża się, ciągnie, zaczyna być niepokojący również musicie być czujne ok? Przy resztkach zdrowia psychicznego trzymał mnie fakt, że piła mleko, duuużo mleka i nie spadała z wagi, choć sąsiadka zauważyła, że Zuzka „zeszczuplała”:) <pozdro Kasiu>. W końcu dowiedziałam się co było powodem braku apetytu. Po kilku dniach takiego „niejedzenia” Zuza wymiotowała raz, na drugi dzień znów raz, myślałam, że może ma jelitówkę, jednak nie. W kolejnych dniach zaczęła wysoko gorączkować, była płaczliwa i w ogóle widać było, że jej źle. Okazało się, że ma infekcję układu moczowego, który możemy tylko antybiotykiem wyleczyć. Mój stosunek do antybiotyków jest taki, że walczę zawsze jak lwica, szukam sposobów alternatywnego leczenia, dyskutuję z lekarzami by tylko na 1000% upewnić się, że nie ma innej opcji niż antybiotykoterapia. Niestety przedłużająca się gorączka i bakterie e. coli w moczu nie pozostawiały złudzeń. 10 dni antybiotyku aaaaaaa! Po dwóch dniach kuracji Zuza odzyskała apetyt, ale nie było jakiegoś wielkiego wow. Jadła naprawdę malutko, a właściwie wszystkim rzucała. Podczas leczenia podawałam jej dwa razy dziennie probiotyk, i nadal podaję raz dziennie, by załatać biedne jelita, które dostały niezłego kopa. Tu możecie poczytać nasz wywiad nt antybiotyków i diety.

To co Wam tu piszę to taki duży skrót, nie będę Was zanudzać szczegółami… ale przytoczę kilka ważnych fragmentów, które powinnyście znać, na wypadek gdyby Wasze dziecko w Waszym mniemaniu było „niejadkiem”. W naszym przypadku Zuzia przestała jeść głównie dlatego, że była bardzo chora, ale zanim odkryłam jej chorobę nie panikowałam. Wiedziałam, że to naprawdę normalne, że dzieci nie jedzą tak jakbyśmy chciały. Pamiętajcie – jeśli po kilku dniach „niejedzenia” coś Was niepokoi warto zwrócić się w stronę laboratorium i wykonać bad. moczu czy krwi. Jednak najpewniej okaże się, że Wasze dziecko jest zdrowe dlaczego?:

„Dzieci zwykle „przestają jeść” w okolicach pierwszych urodzin. Niektóre przestają jeść już po skończeniu 9m, inne „wytrzymują” aż do skończenia 15, czy 2 lat. Niektóre nigdy nie przestają jeść, gdy tymczasem inne „nigdy nie jadły, już od urodzenia”.

„Powodem tych zmian (…) jest spadek tempa wzrostu. (…) Następuję ogromny spadek zapotrzebowania na energię wydatkowaną na wzrost, w związku z czym dziecko potrzebuje takiej samej lub mniejszej ilości pożywienia.”

C. Gonzalez „Moje dziecko nie chce jeść”. Wyd. Mamania.

 

Ok, po miesiącu na piersi i zerowego spadku wagi:) Wkroczyliśmy w 12 miesiąc życia czyli 6 m blw.
Zaczęła się ostra jazda bez trzymanki hahaha. Serio, tylko nieliczni wiedzą jak bardzo moje dziecko dało mi w kość. Ale co tam, kocham całym sercem nadal 😉

Co takiego się stało? Może wypunktuje, będzie mi łatwiej:

  • Całkowita niechęć do krzesełka. Serio. Pewnego dnia, nagle po prostu stanęła w krzesełku. Tak po prostu bez zapowiedzi. Nigdy w naszym antilopie (krzesełko z Ikea) nie używaliśmy pasów i naprawdę to był fuks, że nie wypadła. Pisze to ku przestrodze. Na szczęście nie miałam w zwyczaju zostawiać ją bez nadzoru kiedy siedzi i tylko to uchroniło nas przed wypadkiem. Od momentu gdy raz wstała, teraz gdy tylko wkładałam Zuzię w krzesełko „wyje”, że chce się wydostać. Ale to nic, codziennie, konsekwentnie proponuje jej przy każdym posiłku krzesło. Póki co – odmawia. Więc jak je?
  • U tatusia na kolanach lub wcale. Serio. Jeśli akurat mąż je z nami posiłek to siada u niego na kolanach i je. Jeśli go nie ma, u mnie siedzi przez sekundę i ucieka. A ja nie mam zamiaru gnić jej z widelcem.
  • Całkowita niechęć do fartuszków. Każdy posiłek jeśli jest konsumowany kończy się jeszcze większym bałaganem niż wcześniej. Zuzka nie toleruje żadnego fartuszka, każdy od razu z siebie zdziera, więc jej ubrania po każdym jedzeniu są do przebrania. trudno, kochamy blw hahaha.
  • W sumie to niechęć do jedzenia rączkami. Zauważyłam, że zaczęła być dość wybredna w kwestii sposobu pobierania pokarmów 🙂 Odkąd 2 miesiące wcześniej zainteresowała się widelcem i łyżeczką, widzę, że teraz woli by podawać jej jedzenie na widelcu. Np. pokazuje paluszkiem kawałek mięsa, mąż jej nakłada na widelec, a ona ten widelec kieruje do buzi. Często też próbuje sama nadziewać jedzenie na widelec, póki co jednak marnie jej to wychodzi.
  • „Nakarm mnie” – kiedy Alicja (starsza siora) miała rok samodzielnie zjadała każdy posiłek, Zuzia to mały leniuszek. Często pokazuje by ją karmić np. woli by Doidy był trzymany a ona tylko pije. Bidonem z kolei lubi sobie rzucić przez całą kuchnię dla zabawy i mimo, że potrafi świetnie pić z rurki, ostatnio ma nową zabawę – nabieranie wody do ust i wypluwanie. Dlatego bidon dla spokoju psychicznego matki używamy rzadko. „Nakarm mnie” wiąże się jeszcze z jedzeniem na kilka łyżeczek. Np. kiedy rano je kaszkę np. Helpę, to chętnie otwiera buzię do jedzenia, ale równocześnie swoją łyżką potrafi już nałożyć sobie jedzenie do buzi. Czasem łyżka ląduje na podłodze, dlatego w zapasie mam kolejnych kilka.
  • Niechęć do dużych kawałków. Zauważyłam również, że kiedy Zuza bierze duże kawałki jedzenia do buzi, tylko je przeżuwa i wypluwa. Nadal bardziej preferuje mniejsze kawałeczki pokarmów.

Ten 12 miesiąc był naprawdę ciężki pod względem rozszerzania diety. Nauka chodzenia czyli kolejny skok rozwojowy, ukończenie roczku, choroby, katary, to wszystko sprawiło, że zainteresowanie jedzeniem spadło. Wiedziałam natomiast, że to normalne i choć dla matki bardzo frustrujące (bo ile można wyrzucać nietknięte jedzenie) to jednak z czasem musi minąć. Piszę to Wam właśnie po to, by pocieszyć te z Was, które piszą do nas, że dziecko nie je, wyrzuca, itd. Jeszcze raz podkreślę. Dzieci to mądre istoty – ludzie, tylko jeszcze mali. Naprawdę, jeśli nie toczy ich jakaś poważna choroba, to same wiedzą najlepiej ile aktualnie chcą zjeść. Ok?:) Kolejny ważny cytat dla Was:

„NAPRAWDĘ NIC NIE JE?
Do najczęstszych błędów należy przekonanie, że „mleko nie ma żadnych wartości odżywczych”. I to niezależnie, czy chodzi o mleko mamy, czy sztuczną mieszankę. (…) Już mówiliśmy, że wiele przecierów warzywnych z mięsem, a co dopiero musów owocowych, zawiera dużo mniej kalorii niż mleko”.

C. Gonzalez „Moje dziecko nie chce jeść”. Wyd. Mamania.

 

Podsumowując:) Zuzia 12 grudnia skończyła rok. Kilka dni później zaczęła chodzić, nadal ma tylko dwa zęby, no dwa i pół bo górna jedynka właśnie się przebija. Jest wulkanem energii. Złośnicą, dzikuską, małym nerwuskiem. Zupełnie innym dzieckiem niż jej starsza siostra, z którą nie ma co jej porównywać, bo była ostoją spokoju hahaha. Muszę uczyć się na nowo macierzyństwa, tym razem z dzieckiem, które wszystko przeżywa bardziej, mocniej i głośniej. Dziś pisząc ten post kończymy 13 miesiąc, niebawem napiszę Wam czy coś się zmieniło, a już teraz mogę Was zapewnić, że tak (na lepsze na szczęście).

 

Post bez zdjęć, dlaczego? Bo skoro nie je a jak już je to w 3 sekundy i to na kolanach ojca, to co tu fotografować:) Co je? Wszystko co alaantkoweblw ma w menu. Co z tego trafia do żołądka? Hmm prawie nic.

Uchwycona na sekundę przy stole 🙂 60 sekund później już na kolanach taty.

Przepis na tort urodzinowy tutaj.