Ciężarna – gruba, brzydka, zmęczona kobieta.

A guzik!

Figa!

Nie jestem gruba a już na pewno nie brzydka!
Nie dlatego, że przytyłam mało, codziennie biegam na zabiegi spa, mam wigor jak sarenka i nic a nic mi nie puchnie. Zdecydowanie nie, zwłaszcza z tą sarenką😂.
Nie jestem, bo nie myślę o sobie w taki sposób.
Zwróciliście uwagę na to, jak na kobietę w zaawansowanej ciąży czasem patrzy otoczenie? Można zaobserwować wiele zachowań:
1. Taran – uwaga, odsunąć się. Idzie! Zróbcie zapas przestrzeni w razie, gdyby się nie zmieściła.
2. Ja mam rączki tutaj – odsunę się daleko i podniosę ręce, by się nie otrzeć, przechodząc (panowie tu głównie przodują. Ciężarna kobieta = lęk😂)
3. Ojejej – jak mi przykro, jaka pani biedna, ojoj ojojoj.
4. Widmo – co to ja miałam/miałem… Jak tu wokół dziś pusto.
5. Nie możesz – no ale przecież Tobie nie wolno/ nie wypada.
6. I moje ulubione – Miss – ślicznie wyglądasz – zawsze, niezależnie od tego, czy dopiero co puściłaś pawia, włosy myłaś miesiąc temu, a mocz wychodzi Ci oczami zastępując makijaż.

Ciężko winić otoczenie za różne zachowania. Naprawdę, nie oskarżam, nie oceniam. Ludzie ciągle mają problem z „ciężarną kobietą”. Owszem, niektórzy zwyczajnie, i nie bójmy się o tym mówić, są niewychowawnymi chamami, ale większość po prostu się nie odnajduje.
Wszystkie jednak te zachowania otoczenia wpływają na nas.
Na mnie też kiedyś wpływały. Cóż… Hormony… Ryczymy na reklamie papieru toaletowego, więc dlaczego miałybyśmy nie opłakiwać swojego ciężkiego, ciążowego losu. Ale przeszło mi. Bo, mimo iż ciąża to nie bułka z masłem i robi sobie z nami co chce, to jednak mamy jakiś wpływ same na siebie. Bo może straciłyśmy talię, ale nie kobiecość. Bo ciężarne to nie inkubatory, ale nadal kobiety. Nie urodziłam się z tymi refleksjami😜. Zaczęłam je zgłębiać, gdy postanowiłam, zrobić sobie sesję ciążową. Grzebanie w internecie pokazało mi wiele efektów różnych sesji, a mnie podobały się tylko niektóre. Te, na których Brzuchatki, były ukazane w sposób kobiecy. Obrazowały nie tylko postać przyszłej matki ale KOBIETY.
BO, KURCZE, TO SIĘ PRZECIEŻ NIE WYKLUCZA.
Zaczęłam szukać fotografa, który zrobi mi sesję ciążową. Chciałam, by odgruzował moją kobiecość. Wyciągnął spod wielkiego brzucha moją sensualność, zmysłowość, lekkość kobiecości.
Sami oceńcie efekty, po to Wam je pokazuje🙂

Oczywiście powiem swoje zdanie, muszę przecież, bo eksploduję🙂
Wybrałam fotografkę Alicję Duchiewicz, kobietę, która odkrywa kobiety w kobietach. I nie chodzi o to, że cała magia tkwi w photoshopie, ale o to, jak ona widzi kobiety i jak potrafi wyzwolić z nich to, co najpiękniejsze. I dodam to – nawet w ciąży.
Moja sesja odbyła się, gdy byłam na początku 9 miesiąca. Przecież wiadomo, że nie czułam się zgrabna. Ale czy nie byłam?

Podczas tej sesji odkryłam w sobie pokłady cech, o których nie miałam pojęcia. Powiecie, że to kwestia pozowania. Może też, ale ja czułam, że to kwestia przede wszystkim tego, jaką masz więź z fotografem i w jaki sposób ten fotograf do tego swojego aparatu Cię zaprosi. Nie znałam Alicji wcześniej, stała przede mną obca kobieta, a udało jej się odkryć we mnie kobiecość, na którą nie pozwalałam sobie podczas ciąży.
Alu, jesteś genialna. Ty powiesz, że efekt to też moja zasługa. Zgodzę się, ale tylko w kwestii tego, że to właśnie Ciebie wybrałam❤️

Kontakt do Ali znajdziecie TUTAJ.

A jeśli któraś z Was zastanawia się nad tym, czy zrobić sobie sesję ciążową… Dziewczyny… Jak często spodziewamy się dziecka? Ten czas w ciąży zlatuje w moment. Czy nie szkoda, by uleciał bez tak cudownej pamiątki? Z Antkiem nie zrobiłam. Jakże żałuję…

PS Jak urodzę, lecę do Alicji na sesję dużo bardziej sensualną😜 Zrzucę z siebie wszystko, a co!

No pewnie, że Wam takiej nie pokażę😂

Uprzedzając pytania:

➡️ Moja piękna zielona suknia to dzieło niezwykle utalentowanej mamy Anity Stosor z Juliet – Hand Made Props

➡️ Makijaż autorstwa pięknej, zdolnej Kai Karpienko Karkaja MAKE UP