„Widziałaś Jolkę? Ta to błyskawicznie wróciła DO FORMY po porodzie”

„Nie mogę wrócić DO FORMY po ciąży, a to już dwa lata”

„Jak one to robią, że tydzień po porodzie wracają DO FORMY?”

„Widziałaś na Kokerspanielku brzuch Komandowskiej? Już po tygodniu od porodu wróciła DO FORMY”

„Ja nigdy nie wrócę DO FORMY po ciąży, buuuuuuuu”

Yyyyyy. Dziewczyny, a co to jest ta DOFORMA, do której wszyscy chcą tak wracać po ciąży? Nigdy tam nie byłam, a może warto? Dają tam zrobić siku w samotności?

A tak poważnie… Tendencja w mediach jest taka:

BUM – gwiazda w ciąży!

BUM – gwiazda rodzi!

BUM – gwiazda błyskawicznie wróciła do formy po porodzie.

Patrzymy na te kobiety zza szklanych monitorów i myślimy „WTF?” Czy połóg jest dany tylko zwykłym kobietom, a może wielkie jak książki telefoniczne podkłady poporodowe odczuwa tylko zwykła kobieta, inne wsuwają białe dżinsy i idą do klubu. Coś niepojętego.

Podczas gdy Ty niedosypiasz, nadal boli Cię tu i ówdzie z naciskiem na ówdzie, hormony szaleją i nie rozumiesz nawet swoich paznokci, gapisz się na swoje nowonarodzone dziecko i nie masz ochoty odchodzić od niego nawet na centymetr, media pokazują jakiś irracjonalny świat kobiet, dla których słowo połóg nie istnieje. No właśnie… Nie istnieje? Czy jest po prostu passe?

Co tu w ogóle dywagować. Połóg to połóg. Jest wpisany w naturę porodu i choćbyś była królową Anglii, mieć go będziesz i tyle. I mimo iż to wyraz brzmiący słabo, to jednak warto pozwolić sobie na komfort tego połogu i zwyczajnie wziąć go z pakietem wszystkich atrakcji w niego wpisanych, bez walki z nimi. Będą i miną.

Daj sobie czas i pozwól organizmowi się odbudować. W końcu dokonał niebywałej rzeczy. Odpocznij.

Nie bój się tego – stań się matką egoistką, która uczyniła centrum swego połogowego życia siebie i oczywiście swoje dziecko. Zrób tylko jedno. Krytycyzm względem siebie schowaj do piwnicy. Nie wywalaj, no co Ty! Odłóż, by wrócić po niego w odpowiednim czasie. A teraz pozwól swojemu brzuchowi jeść, być nadal większym, mieć ochotę na czekoladę. Swojej głowie odpoczywać (śpij, serio), płakać (nawet na reklamie papieru toaletowego), mieć wahania nastrojów (ciąża to pikuś, teraz to dopiero bajzel hormonów). Swojemu ciału zagoić się po porodzie w swoim tempie.

 

Dobra. Ale ile trwa to dochodzenie do siebie? Sorry. Do formy;) Tyle, ile potrzebujesz:) Nie patrz na Zośkę, Kaśkę, czy panią z telewizji. Słuchaj swojego ciała. Bo każda kobieta w innym momencie sięgnie do piwnicy po swój samokrytycyzm. A właśnie. Trzeba sięgać? No nie, że trzeba, ale warto:) Nie chodzi o to, by nagle swoje ciało wziąć w ogień napraw, ale o to, by czuć się w nim zdrowo, pięknie i energicznie.

Że przy dziecku się nie da? Da się:).

Gdy urodziłam Tolę, dałam sobie czas na wszystko. Cudnie wspominam ten czas, nie licząc fizycznych dolegliwości, bo umówmy się, tego nie będę gloryfikować;). Nawet nie gotowałam specjalnie. Serio.

Ale nadszedł dzień,

gdy pomyślałam, że fajnie mi będzie, gdy wytuszuję rzęsy. Nieeee. Nigdzie tego dnia nie wychodziłam. Do tej pory moim jedynym „makijażem” był Krem łagodzący na co dzień eeny meeny mom&baby, a gdy kłopoty na skórze Balsam S.O.S, ale przyszedł czas, by się pokolorować;) Szybko po tym, łaskawiej popatrzyłam na lakier do paznokci i machnęłam sobie mocny róż i na dłonie, i na stopy, a co! Że szłam na imprezę? A skąd! Ale z tym kolorem poczułam się jak.. pani swojego domu, hihihi. Co dalej? Przejrzałam ubrania. Wszystkie, ale NAPRAWDĘ WSZYSTKIE ciążowe spakowałam, co radzę i Tobie. Ciążowe ubrania = ciążowa Ty, a zdaje się, że już urodziłaś;) Poszłam do kosmetolog. No dobra, ona przyszła do mnie;) – dziękuję, Kochana;*. Pamiętam ten dzień, bo prawie cały zabieg robiłyśmy z Tolą na rękach. Czy było warto? No pewnie.  Czułam się jak milion dolarów. Niepowtarzalne uczucie!

Taaak. Kremy potrafią zdziałać cuda. Ważne jest tylko, byś używała takich, które nie wydzielają zbyt intensywnego zapachu i mają dobry, naturalny skład. Twoje dziecko powinno czuć Twój zapach a nie chemii. Najlepiej, jeśli będziesz używać do ciała tych samych kosmetyków, których używa dziecko. U mnie sprawdzały się i sprawdzają się nadal kosmetyki naturalne eeny meeny mom&baby. Są delikatne, niemal bez zapachu, mają świetną konsystencję i spełniają swoją rolę. Dlatego polecane są jako kosmetyki dla dzieci z AZS.

Podpasował mi olejek ochronny do ciała. Nawilżał skórę i uelastyczniał, ale też przydał się podczas masażu Tolinki. Antoś ją nim masował. Można go stosować już od pierwszych dni. Eeny meeny super się też spisało podczas kąpieli Toli, bo po urodzeniu miała bardzo wrażliwą skórę. Żel niskopieniący eeny meeny ją nie uczula, Jest przeznaczony dla tych mam i dzieci, które borykają się z takimi problemami skórnymi jak AZS czy egzema. Mi też podpasował. Myję nim twarz. Świetnie zmywa makijaż. To mój ulubiony kosmetyk tej firmy.

Właśnie. To jest fajna analogia do tych kosmetyków! Są przeznaczone dla mamy i dziecka.

Dbaj o dziecko, ale nie zapominaj o sobie!

A mamy mają taką tendencję. Skupiają całą swoją energię na dziecku, a same spychają siebie na boczny plan.

Czy tak trzeba? Macierzyństwo tego wymaga, oczekuje, zmusza? Bzdura!

Stajesz się matką, ale nie przestajesz być kobietą.

Dziecko nie zabiera Ci poczucia kobiecości, podkreśla je!

Tylko od Ciebie zależy, czy je z siebie wydobędziesz, czy zakopiesz. Ale weź nie zakopuj. Spójrz na siebie z miłością, ale i samokrytycznie. Jeśli coś Ci się nie podoba, popracuj nad tym, to, co Ci się podoba – podkreśl, zadbaj o swoją skórę, ona też wykonała kawał roboty podczas ciąży. Skóra to niesamowite ludzkie ubranie, które w ciąży pokazuje, jak wiele potrafi. Należy ją później za to nagrodzić, rozpieścić, ale i naprawić, nawilżając ją odpowiednio.  


I teraz najważniejsze - czuj się dobrze z samą sobą! Macierzyństwo czyni kobietę jeszcze piękniejszą. Mam nawet pewną teorię (jasne, że autorską;)) - macierzyństwo odmładza!

Wpis powstał we współpracy z marką

eeny meeny mom&baby,

która stworzyła produkty o składzie idealnym

dla mam w ciąży i po porodzie

oraz niemowląt od pierwszych dni ich życia.