7 lat! Kwiecień to nasz ukochany miesiąc. Miesiąc ”genialnego” pomysłów pod tytułem: ”a może tak zacznijmy pisać bloga, a nie tylko te posty na Facebooku…

Dziś opowiemy Wam naszą historię:) Z mało pikantnymi szczegółami:) Jesteście gotowi? Zaczynamy!

Będzie to historia jak z pasji, przyjaźni i  ciężkiej pracy na 4 etaty! stworzyłyśmy miejsce, z którego dziś jesteśmy dumne na maxa! Mamy nadzieję, że nasza historia będzie inspiracją dla Was – warto zaczynać od nowa, tworzyć coś z myślą nie o pewnym sukcesie, ale o frajdzie z tego co się robi. Być może ta pasja przełoży się także u Was na pracę zawodową. 

Dawno dawno temu…

Ania urodziła Antka, ja Alicję. To było w 2013 roku. Kiedy nadszedł czas rozszerzania diety, szukałyśmy różnych informacji na ten temat i wymieniałyśmy spostrzeżenia na jednej z grup na fb. Wtedy nadszedł ten dzień 😀
DZIEŃ BANANA.
Ania zapytała w jakimś poście ”Jak podać niemowlakowi banana”. Hmmm no jak! „Jak podaję tak…” – odpowiedziałam jej, a potem to już samo poszło. Zaczęłyśmy ”romansować na priv” hahaha. Okazało się, że tak wiele nas łączy. Nasze dzieci urodziły się tydzień po tygodniu, obie jesteśmy nauczycielkami, obie jesteśmy skorpionicam…  
Wydawać by się mogło, że różni nas wszystko! Wiek (tak, to ja jestem młodsza hahahaha), kolor włosów, charakter – Ania długo uważana była za sukę, a ja wodza w naszym związku (jakkolwiek to brzmi). Ania to ta, która ma nosa do ludzi i nigdy się nie myli. Ja to ta naiwna, która mówi ”zobaczysz, nie masz racji, dajmy temu szansę”. Z czasem nasze charaktery połączyły się w jedno. Codziennie wymieniałyśmy się „przepisami” na dania dla naszych bobasów. 
Co dziś gotujesz dla Antka? A co dałaś na kolację Ali? Zaczęłyśmy wysyłać sobie zdjęcia z komórek ( w 2014 roku telefony nie robiły ładnych zdjęć), aż w końcu postanowiłyśmy! Zakładamy fanpage na Facebooku! 

Kiedy to wspominamy, jesteśmy posikane ze śmiechu! Zobaczcie ten zacny profil, zdjęcie, treść i ilość polubień 😀 
Dla porównania post z końca marca tego roku:)))

Potem poszłyśmy o krok dalej – musimy się jakoś nazwać. Hmmm tylko jak – w sumie to tylko dla nas ta strona na Fb, to może Ala-Antek BLW? o Wiem! AlaaantkoweBLW yeaahhh to brzmi dumnie (kto to poza nami rozumiał?- ile to razy słyszałyśmy już od speców – ZMIEŃCIE NAZWĘ, Z TAKĄ NIGDZIE NIE ZAJDZIECIE!).  Poprosiłyśmy koleżankę by narysowała nam też logo… wiecie logo czyli znak hahaha, ale mamy do niego sentyment. 

Przez wiele miesięcy jak dwie zakochane w sobie lesbijki z małymi dziećmi każdego dnia wisiałyśmy na telefonach i pisałyśmy do siebie smsy. Nie było wtedy mesengera, ani dotykowych telefonów! Boszzz jaka prehistoria. Miłość kwitła 🙂 , nasi mężowie nie kumali tej relacji, a my brnęłyśmy w to dalej. W końcu, pewnej nocy wpadłam na pomysł – napisałam maila do ukochanego wydawnictwa Mamania, z którego przeczytałam chyba wszystkie książki. Szanowne wydawnictwo… to my alaantkoweblw  tzn Ania i Asia…czy zechcielibyście wydać naszą książkę kucharską? Bo mamy taki pomysł…..

Ania nie miała pojęcia o mailu, który trafił do wydawnictwa, tak samo jak i o tym, że za kilka miesięcy podpiszemy umowę na naszą pierwszą książkę (nadal nie znając się osobiście).

Wydawnictwo odpisało, że ”być może tak…” ale musimy napisać konspekt itd. W wielkim skrócie mówiąc, po prawie roku do tego maila- nasza pierwsza książka kucharska „Alaantkoweblw. Od niemowlaka do starszaka” była już prawie ukończona. 

Postanowiłam więc pofatygować się z Poznania do Wrocławia w tajemnicy przed Anią :))) To były Mikołajki 2014 roku – nasze pierwsze spotkanie. Do dziś pamiętam Ani wyraz twarzy gdy weszła do swojego domu, w którym stałam przebrana za św. Mikołaja- Antek w ryk, Anka wkurzona, a ja otworzyłam tylko buzię i już poznała mnie po głosie 😀 To była najlepsza niespodzianka, jaką udało mi się zrobić dla Ani 🙂

Przegadałyśmy pół nocy, drugie pół walczyłam z Ali temperaturą i katarem. Po naszym wyjeździe, Antek trafił do szpitala z zapaleniem oskrzeli (chyba złapał katar od Ali…) więc nasza przyjaźń zawisła na włosku :)))

Kilka miesięcy później, Ania z rodziną przyjechała do mnie (mieszkam pod Poznaniem) i odwdzięczyła się za chorobę Antka. Ala po tej wizycie trafiła do szpitala z jelitówką i odwodnieniem (Bo kilka dni wcześniej Antek przechodził wirusa) hahahaa. Cóż nasze spotkania kończyły się często tragicznie. Mimo wszystko chciałyśmy je kontynuować 🙂

Przyspieszę akcję, bo zaśniecie:) Podczas pisania treści do pierwszej książki kucharskiej, wzięłyśmy udział w prestiżowym wtedy konkursie na BLOG ROKU 2014. A co! Jak marzyć to o gwiazdach! Miałyśmy zaledwie tysiąc polubień na facebooku, blog który pisany był gównianą czcionką… i przepisy, które były proste, smaczne i bez cukru i soli. O zdjęciach do przepisów nic nie napiszę (kurtyna). Nie wiemy jak do tego doszło, czy jury było pijane, ale najpierw głowy naszych ówczesnych czytelniczek, a potem Karol Okrasa- dał nam przepustkę do finału konkursu, w którym zajęłyśmy drugie miejsce w kat. kulinarne i zrobiłyśmy sobie pierwsze zdjęcie na ściance :)))

Z czasem nasze blogowanie nabrało tempa. Zmieniłyśmy szatę graficzną strony, potem logo, zaczęłyśmy bardzo świadomie publikować treści na facebooku i nawet rozpoczęłyśmy prowadzenie profilu na insta To było coś! Zupełnie nie kumałyśmy wtedy Instagrama, ale ważne, że leczo, i placki wrzucałyśmy również tam:) 

Nasza ”kariera” blogowa przyspieszała, a równocześnie wciąż pracowałyśmy zawodowo. Ania w szkole, ja w przedszkolu. To nie było łatwe, ale  godziłyśmy pracę z wydaniem kolejnej książki. Między czasie urodziła się Zuzia, potem Tola. Zdjęcie poniżej pokazuje nasz związek idealne hahahahahaha

Dobra, poważnie! Tak nie jest. Mogłybyśmy pisać i pisać Wam o nas, o wspólnych chwilach, wakacjach, przyjaźni… Mamy swoje życie prywatne i pokazujemy Wam z niego tylko to, co chcemy. Sądzimy, że nie macie nam tego za złe, a może to właśnie w nas szanujecie. Dużo więcej mamy Wam do zaoferowania niż nasze prywatne życie. Oferujemy Wam naszą wiedzę, doświadczenie, pomysły i czas. Bierzcie, ile chcecie, wszystko jest dla Was. Zostawiamy Wam tu kilka zdjęć, zobaczcie nasz w tej ”ładniejszej” odsłonie:)

Co było dalej? Rzuciłyśmy, a raczej zawiesiłyśmy pracę w oświacie. Dlaczego? Bo w pewnym momencie trzeba wybrać. Nie chciałyśmy pracować na 4 etaty, zajmować się blogiem, dziećmi i nie mieć czasu na nic.  Postanowiłyśmy, bardzo świadomie edukować, ale tym razem nie dzieci w naszych placówkach, lecz rodziców niemowlaków i starszaków. Edukować na temat zdrowego odżywiania. Świadomości tego, jakie zagrożenia niesie ze sobą zły styl życia, zła dieta, cukier i wmuszanie dzieciom jedzenia. Może to zabrzmi górnolotnie – ale naszą misją jest to, by zarówno rodzice, jak i specjaliści, którzy mają bezpośredni kontakt z maluszkami podczas rozszerzania diety i dalej, potrafili dobrze i zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną doradzać rodzicom jak rozszerzać dietę, jak dbać o zdrowie dziecka, jak prawidłowo żywić. 

Przygoda, która nazywa się ALAANTKOWEBLW stała się dla nas misją edukacyjną i naszą pracą zawodową – tak, to prawda! Nie wstydzimy się tego, ani nie pomijamy tego wątku. Wątku kasy 🙂 Kto nie chciałby zarabiać ”na chleb” pracą, którą uwielbia? Nasza długoletnia praca za free:) i dążenie do tego by alaantkowe zawsze kojarzyło się rodzicom z wiedzą, poradami, przepisami i humorem opłaciło się. 
Dziś jesteśmy w takim miejscu naszego blogowania, kiedy możemy dumnie powiedzieć- jesteśmy marką. 
Nie ma nic złego w chwaleniu się osiągnięciami, do których doszłyśmy od zera.

  • 3 książki kucharskie z wyd. Mamania,
  • 7 e-booków z przepisami
  • 1 książkę kucharską dla dzieci wydaną samodzielnie!
    autorski kurs rozszerzania diety online
  • blog, który miesięcznie odwiedza 300 tys UU
  • działamy w social mediach na facebooku i Instagramie, gdzie w każdy poniedziałek zapraszamy SPECJALISTÓW, którzy za darmola przekazują wiedzę o rozwoju dzieci i dla mam,
  • na naszej stronie znajdziecie ponad tysiąc przepisów na posiłki dla niemowląt i całej rodziny
    a także treści edukacyjne i lifestylowe
  • udało nam się doprowadzić do usunięcia z Niebieskiego Pudełka treści niezgodnych z aktualnymi standardami rozszerzania diety, by mamy rodzące dzieci, otrzymywały w szpitalach książeczkę z dobrą wiedzą!
  • Jesteśmy w trakcie przygotowywania Konferencji Interdyscyplinarnej ”Karmienie ma znaczenie”, podczas której głos zabiorą „gwiazdy” – Mira Rządzka, Paweł Zawitkowski, Michał Błoch i wiele innych specjalistów których cenimy.
  • I wreszcie… prowadzimy również sklep – alaantkowysklep, który powstał zaledwie rok temu. Sklep do którego pakujemy TYLKO DOBRE PRODUKTY do rozszerzania diety. Stworzyłyśmy autorską linię fartuszków, długie śliniaki, maty pod krzesełka, zestawy prezentowe na start rozszerzania diety, a także w końcu udało nam się znaleźć idealne, pierwsze łyżeczki do karmienia dzieci. To wszystko i dziesiątki innych produktów znajdziecie w naszym sklepie. Mało tego! Nie znajdziecie w nim niczego, czego byśmy nie przetestowały i nie miały w rękach. Gwarantujemy Wam, że są to produkty, które same wybrałyśmy, niezależnie od chwilowych trendów w żywieniu.

    Z okazji naszych 7 urodzin, ceny w naszym sklepie również urodzinowe! Zerknijcie na nasze nowości, oficjalna premiera już jutro, a w sprzedaży już teraz!

Chcesz poznać nasze książki i ebooki z przepisami?
Wszystko to znajdziesz w jednym miejscu – naszym alaantkowymSKLEPIE.
AlaantkowySklep